Komputery. Są one wszechobecne. Obecnie żadna dziedzina życia nie może sobie bez nich poradzić. Przychodząc do pracy, bądź wracając do domu siadamy przed nimi i przenosimy do innego wirtualnego świata. Sprawia to nam przyjemność. Pod tym względem na tle społeczeństwa chyba się wyróżniam. Od pewnego czasu komputery zaczęły mnie denerwować. Im dłużej zagłębiałem się w tajniki informatyki podświadomie wymagałem od sprzętu coraz więcej. A jak to zawsze bywa, pecety żyją własnym światem. Czasem są nam posłuszne, przeważnie gdy mają służyć tylko włączeniu Firefoxa bądź komunikatora, a czasem nie. Mnie komputery przestawały słuchać… A może po prostu to ja za dużo od nich chciałem. Nie ważne. Dziś te urządzenia przekroczyły wszelkie granice. Zwykła instalacja systemu u kuzyna zamiast trwać trzydzieści minut, zajęła mi aż pięć godzin. Może raczej nie sama instalacja, bo to zawsze tak samo wygląda, a podłączenie dysków. Windowsowi coś się w nich nie podobało i bardzo mu zależało, aby nie korzystać z całej ich przestrzeni. Po wielu godzinach udało się wszystko zrobić. Nie będę opisywał jakie to jeszcze problemy się pojawiły, bo samemu nie chcę się stresować samom myślą o tym.
Najważniejsze są jednak wnioski do których doszedłem. Zrozumiałem, że zabawa z komputerami nie jest dla mnie. Może gdyby wszyscy mieli Maci, albo laptopy. Ale tak nie jest. Dlatego cieszę się bardzo, że kilka miesięcy temu postanowiłem pójść na dziennikarstwo, a nie PP, o której marzyłem od wielu lat. Umysł, po tej wewnętrznej zimowej przemianie dziś dostał potwierdzenie. Zmiana życiowych planów była dobrą decyzją.