You are currently browsing the monthly archive for marzec, 2008.
W tym miesiącu nie nalazłem żadnego artysty, który by zrobił na mnie wielkie wrażenie. Ale, że muszę kogoś wymienić niech to będzie:

Eva Garcia nagrała jedną płytę z pogranicza jazzu, popu i chanson o nazwie Soul Poetic. Mi się osobiście podoba jako całość. Indywidualnie, na uwagę zasługuje na pewno utwór Mellow, który został zaśpiewany z “pazurem”.

Drugim wykonawcą jest Mika. Wszyscy znają go z takich utworu jak Relax, Take It Easy czy Grace Kelly, które zostały umieszczone na albumie Life In Cartoon Motion. Jednak pewnie nie wszyscy wiedzą, że przed tym albumem Mika także tworzył. A nie dość, że tworzył, to jeszcze kilka jego albumów można posłuchać, a nawet ściągnąć za darmo.
Muzyka ta nie przypomina tej z Life In Cartoon Motion. Na starszych albumach prawie nigdy nie słychać głosu Mica Pennimana. Utwory oscylują przeważnie między muzyką elektroniczną, softem, a chilloutem.
Wszyscy Polacy narzekają ostatnimi czasy na wzrost cen. Zresztą Polacy zawsze narzekają, że wszystko jest za drogie. Ale teraz wzrost cen spowodowany jest inflacją, z którą zdaniem prezesa NBP Sławomira Skrzypczaka borykać będziemy się jeszcze przez ponad rok, a dopiero na przełomie 2009/2010 osiągnie ona poziom celu Narodowego Banku Polskiego (ładna, długa nazwa, a tak naprawdę chodzi o 2,5%). Nie wiem tylko czy można wierzyć jego słowom, ponieważ w październiku zapowiadał on osiągniecie celu już w grudniu 2007 r., w listopadzie zaś, że na początku tego roku. Jak widać Nie jest on stały w zapowiedziach.

Ale skąd mogą się brać nasze problemy z inflacją. Na pewno z nadmiernej działalności kredytowej banków (zadłużenie gospodarstw w ciągu roku wzrosło z 188,5 mld zł do 260 mld zł), wzrostów ropy, wzrostu popytu gospodarczego, z salda gospodarczego (jeśli się nie mylę, to co roku Polska więcej wydaje, niż sama posiada w budżecie) oraz z recesji na rynkach światowych (zwłaszcza w stanach i w zachodniej Europie, ale to w małym stopniu). A w tym roku grozi nam jeszcze podwyżka gazu i prądu.
Nadzieją na jej szybkie obniżenie byłby spadek cen ropy na światowych rynkach, ale w to nikt chyba nie wieży. Niektórzy uważają, że pomóc by mogły duże, urodzajne plony tego roku, ale patrząc przez okno jakoś nie wierzę, żeby pola nam obrodziły. Jeśli taka zmienność pogody się utrzyma, to wiele roślin może nie przetrwać do lata.
W celu obniżenia inflacji NBP obniżył stopy procentowe w styczniu i lutym, ale czy nie było to trochę za późno. Odczuwalne tego skutki będą dopiero za rok. Wzrost inflacji nie następuje z dnia na dzień. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że obniżenie stóp powinno nastąpić już w listopadzie. Dlaczego więc NBP tak długo zwlekało? Może miało nadzieję, że wszystko się samo ureguluje.
Teraz na szczęście w celu jej zmniejszenia nikt nie będzie “produkował” bezrobocia, aby obniżyć popyt, a za razem inflację, jak to miało, niektórych zdaniem, miejsce w latach 90.
Obecnie z krajów członkowskich Polska ma największy wzrost cen żywności (nie licząc Litwy i Węgier), sięgającą poziomu 8% rocznie. Wzrost ten podnosi ogólny wzrost cen zaledwie o 2,1% rocznie, który sięga 4,2%. Ale nie zapomnijmy, że są to dane liczone przez GUS. W EU inflację liczy się systemem Harmonised Indices of Consumer Prices, który wskazuje na jeszcze większy jej poziom w naszy mkraju.
Co nam pozostaje? Tylko zaciśnięcie pasa i czekać, aż komuś sie przypomni, że chcemy wejść do strefy euro i doprowadzi do tego, co było w 2003 roku (0,8% inflacji).
Profesor Benny Shanon wykładający na האוניברסיטה העברית בירושלים (pol. Uniwersytet Hebrajski) w Jerozolimie twierdzi, że Dziesięć Przykazań Mojrzesz nie otrzymał od Boga. Była to jego fantazja wywołana przez środki halucynogenne.
Ciekawe twierdzenie, jak na osobę pracującą w Jerozolimie. Został on szybko skrytykowany przez rabina Yuvala Sherlow. Ale może warto było by się zastanowić nad genezą tego twierdzenia.
Otóż w 1991 prof. Shanon odbył wyprawę po Amazonii. Zetknął tam się z rośliną o nazwie ayahuasca, zwaną także “napojem bogów”. Indianie zamieszkujący tamte regiony przyrządzali z niej rytualne napoje. Gdy Shanon napił sie takiego napoju doznał wizji. Z ciekawości zaczął badać tę roślinę. Okazało się, że ma ona działanie halucynogenne, które często objawia się silnymi przeżyciami religijnymi.
Jak się okazało, roślina ta występuję także w rejonie Izraela i Egiptu, ale nie ma jej opisów w Biblii. Opisana natomiast jest akacja, z której zrobiono m.in. Arkę Przymierza. Jej kwiaty również zawierają halucynogenne związki. Rośliny te mogły służyć nawet jako pokarm dla wędrującego ludu.
Zainteresowanych odsyłam do to chyba pierwszego artykułu na ten temat, jaki ukazał się internecie.
Israel Finkelstein, archeolog i autor książki “The Bible Unrearthed” twierdzi natomiast, że Izraelici nigdy nie wędrowali do Ziemi Obiecanej i nie musieli zdobywać Jerycha, ponieważ mogła to być mała wioska, albo całkowicie niezamieszkały teren. Dowodem na to ma być fakt, że tereny te, w tamtych czasach nie były zamieszkałe. Sama historia wyjścia z niewoli Egipskiej mogła wcale nie wyglądać tak jak jest to opisane w Biblii. Została ona dopiero zapisana na dworze króla Judy, Jozjasza, a dotyczy zdarzeń z XIII i VII wieku p.n.e. Zdaniem Finkelsteina powoływanie się na takich patriarchów jak Izaak, Abraham czy Jakub “miało przekazywać zasady życia i utwierdzać naród Izraela w przekonaniu, że Juda jest centrum świata”. Najważniejszym zadaniem spisania tych historii było przesłanie: “w czasach Jozuego te ziemie były nasz. Zajmując je przywracamy porządek historii i odnawiamy wspaniałą monarchię Dawida, który był pierwszym władcą tych ziem” (mimo iż nie ma dowodów, czy królestwo Izraela było tak potężne i czy Dawid naprawdę nim rządził).
“Wprost” 2008/03/23 nr 12.
A co o tym wszystkim powinni myśleć zwykli chrześcijanie. Moim zdaniem, dla człowieka wiara i nauka powinna być rozdzielona. Można wierzyć w rzeczy nieudowodnione naukowo, i nie wierzyć w to co pokazują nam naukowcy. Prawda zawsze powinna być w naszym sercu i dlatego, dla każdego może być inna.
Z wiekiem coraz częściej zauważam negatywne wpływy niektórych organizacji ekologicznych na życie człowieka. Nie mówię tu o wszystkich, ale czasem ekolodzy chcą bronić niektórych ekosystemów, z samego założenia “jestem ekologiem, więc nie podoba mi się nic, co spowoduje wycięcie choćby jednego drzewa”. Czasem nawet akcje ekologów szkodzą przyrodzie, jak choćby przypinanie się do drzew, które powoduję niszczenie kory.

Jednak szczytem idiotyzmu jest idea The Voluntary Human Extinction Movement czyli w tłumaczeniu na polski Ruch Dobrowolnego Zakończenia Rasy Ludzkiej. Ich motto to
“Żyjmy długo, a potem wymrzyjmy”. Ich zdaniem ludzie nie powinni się rozmnażać. Wymarcie gatunku Homo sapiens umożliwi przetrwanie wszystkim innym gatunkom na ziemi. Nie namawiają bynajmniej do samobójstwa. Chcą jedynie, by ludzie nie zostawiali po sobie potomstwa. Jak sami twierdzą, ich plan jest długofalowy. Nawet jeśli się nie uda, to warto próbować.
Moim zdaniem to najbardziej bezsensowny ruch ekologiczny o jakim słyszałem. Ekologiczny, jeśli oczywiście działanie przeciwko jednemu gatunkowi można nazwać ekologicznym. Mam nadzieję, że nigdy nie zyska on szerszej aprobaty społecznej.
Każdy użytkownik Gadu-Gadu lub Tlen.pl zauważył wszechobecne reklamy. Zresztą trudno ich nie zauważyć. Migające banery na liście kontaktów, w oknie rozmowy czy uporczywe pop-upy potrafią zdenerwować nawet najspokojniejszą osobę. Wiele osób zadaje sobie pytanie, czemu są nimi tak męczeni, a użytkownicy wielkich sieci komunikacji natychmiastowej jak Yahoo! Messenger, AIM czy Windows Live Messenger nie? Przecież utrzymanie ich serwerów jest droższe.

Odpowiedź jest prosta. W przypadku AOL i Yahoo! komunikator ma być tylko zachętą do korzystania z ich portali. Obie te firmy zarabiają na reklamach, tych które są dołączane do e-mail, jak i tych które znajdują sie na stronach ich serwisów. Aby utrzymać klientów stworzyli komunikatory. Microsoft poprzez WLM (dawniej MSN) zachęca do kupowania swojego flagowego produktu jakim jest Windows.
Skype, który jest najpopularniejszym na świecie komunikatorem wykorzystywanym do prowadzenia rozmów i chyba jedynym, który używają osoby starsze także nie posiada reklam. Nie posiada także własnego portalu informacyjnego, ani skrzynki pocztowej, na której mógłby zarabiać. Jego przychody pochodzą z rozmów telefonicznych. Aby zadzwonić na telefon stacjonarny lub komórkowy należy zapłacić. Stawki są niskie i równe dla mniej więcej całego świata. Mimo to Skype może sie poszczycić dużymi dochodami.
Serwery Jabbera są wyjątkiem. Nie mają portali, ani skrzynek e-mailowych. Nie można także przy ich pomocy wykonywać rozmów na telefony. Klienty nie posiadają reklam. Utrzymywane są za pieniądze administratorów, którzy nic z tego nie mają.
Mimo iż jestem wielkim fanem Jabbera, to właśnie z faktu nie zarabiania na siebie ciemno widzę jego przyszłość. Można być altruistą, ale w końcu właścicielom serwerów znudzi się ciągłe wydawanie kasy, na użytkowników, którzy potrafią tylko ciągle marudzić.
Ostatnimi czasy coraz częściej słychać o możliwym przeniesieniu się AIM’a, ICQ czy Yahoo! Messenger na Jabbera. Spowoduje to wzmocnienie się tych komunikatorów na rynku i osłabi inne mniejsze serwery xmpp. Giganci przestaną tracić klientów na rzecz konkurencji (zwykły użytkownik pomysli: “poco rezygnować z Yahoo na rzecz ICQ, aby pogadać z kumplem” i zostanie przy Yahoo!. Pomyślą tak także użytkownicy innych sieci i utrzymają na stałe swoich klientów), a użytkownicy małych serwerów, zrezygnują z ich usług i pójdą tam, gdzie dostana maila i zagwarantowaną duża stabilność.
Na Polskim rynku politykę Yahoo! i AIM’a prowadzi tylko Wirtualna Polska. Ich Spik jest zachętą do korzystania z ich portalu i poczty. Dlatego komunikator nie ma żadnych reklam. I z tego powodu w licencji nie ma słowa o obowiązku używania ich programu (nieważne przy pomocy jakiego komunikatora się łączysz, ważne żebyś korzystał z naszej sieci i odwiedzał nasze serwisy).
Twórcy Gadu-Gadu i Tlen.pl uznali, że Polak to idiota. Da mu się komunikator, zamiast portalu i poczty dorzuci się dużo reklam i się nie skapnie, że coś tu jest nie tak jak powinno być.
Chiny bardzo przypominają mi naszego byłego premiera z PiSu. One tak jak i on robią rzeczy postrzegane przez ogół społeczeństwa za złe i są święcie przekonani, że dzięki temu wzrośnie poparcie dla nich.

Nie o tym miałem pisać. Wczoraj oficjalnie zaproszony do odwiedzenia Polski został Dalajlama. Zaproszenie to wystosował Marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz. Pomysł popiera i rządząca koalicja i cała opozycja. Przywódca Tybetańczyków został zaproszony także przez premiera Wielkiej Brytanii Gordon Brown. Zapewne pogorszy to nasze stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową. Ale z kim ChRL nie pogorszy stosunków po ostatnich zajściach? Chyba tylko z Rosją i Kubą.
Francuski minister spraw zagranicznych zasugerował nawet, aby przedstawiciele UE zbojkotowali inaugurację Igrzysk Olimpijskich w Pekinie (proszę nie mylić z bojkotem igrzysk). Pomysł ten przyjął aprobatę przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Pötteringa. Zresztą i nasz premier zasugerował w poniedziałek taką możliwość.
Niestety nie wszyscy ludzie, jak przypuszczam, wiedzą o co chodzi z Tybetem. Otóż 10 marca z okazji 49 rocznicy stłumienia antychińskiego powstania odbyły się manifestacje. Zostały one krwawo stłumione. A dlaczego? Bo Chińczycy boją się, że ruchy separatystyczne doprowadzą do oderwania się Tybetu od Chin.
Teraz mały powrót do przeszłości. Tybet był kiedyś niepodległym państwem. W VII wieku przeżywał swoje najlepsze lata. Stał się potęgą swojego regionu. Zagrażał militarnie Chiną, Indiom i Nepalowi. Niestety nic nie może trwać wiecznie i w XIII wieku został najechany przez chana mongolskiego. Chińczycy i Tybetańczycy byli po jednej stronie barykady tylko podczas okupacji mongolskie. Na początku XX wieku Chiny zajęły Tybet i XIII Dalajlama musiał schronić się w Indiach. Jednak zaledwie po dwóch latach, gdy upadło Cesarstwo, mógł powrócić z powrotem do kraju.
W 1949 Chiny ponownie zdobyły Tybet, ale Dalajlama pozostał na swoim stanowisku. Dopiero w 1959 musiał ponownie uciekać na emigrację do Indii, gdzie utworzył Tybetański Rząd na Uchodźstwie, który istnieje do dziś. W 1965 roku Chiny zakończyły okupację, jednocześnie włączając Tybet do swojego terytorium. Było to jednoznaczne z zaprzestaniem uznawania przez ChRL Dalajlamy, jako władcy tego rejonu.
W 1995 roku władze Chińskie zaaresztowały Gendun Czokji Nima, który został rozpoznany jako nowe wcielenie Panczenlama, czyli zastępcy Dalajlamy. Urodził się on w 1989 roku, przez co stał się najmłodszym więźniem politycznym na świecie. Władze ChRL nie pozwalają mu się kontaktować z rodziną ani mediami. Nie jest pewne nawet, czy on żyje.
Jak widać dążenia separatystyczne Tybetańczyków są bardzo słuszne. Każdy naród zasługuje na niepodległość. Poparcie dla Dalajlamy, jakie udziela wiele rządów w tym nasz, jest więc czym co zasługuje na aprobatę społeczeństwa, patrząc zwłaszcza na naszą historię.
Dwa dni temu zmieniłem baner na blogu. Razem z tą zmianą mam nadzieję, że zmieni się jeszcze coś. Otóż oprócz pisania o informatyce, muzyce i ogólnie nazwanych technologiach informatycznych chciałbym pisać także trochę o polityce. Dlaczego? Jest jeden ważny powód. Już od dłuższego czasu się nią interesuję, a blog założyłem z myślą pisania o rzeczach atrakcyjnych z mojego punktu widzenia.
Ale mniejsza z tym. Ten wpis ma dotyczyć bardzo popularnego tematu ostatnimi czasy. Może się źle wyraziłem. Temat ten zawsze jest popularny, ale przez ostatnie trzy tygodnie często jest poruszany w TV. Było to spowodowane zapewnie ochodami Dnia Kobiet. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że prawie wszystkie kobiety przed kamerami twierdziły, że są dyskryminowane. Dyskryminacja ta objawiać się ma w niższych pensjach, większych kłopotach z znalezieniem pracy oraz zwolnieniami spowodowanymi ciążą. W programie “Teraz My” fanki Radia Maryje także stwierdziły, że są dyskryminowane i pytały się feministkom na czele z Manuelą Gretkowską czemu nie walczą o ich prawa. Ciekawe?
Z najnowszego wydaniu tygodnika “Wprost” dowiedziałem się, że Departament Stanu w USA opublikował dwa raporty. Pierwszy dotyczy nadużywania przemocy przez policję, długie przetrzymywanie podejrzanych, dyskryminację kobiet oraz mniejszości etnicznych. Drugi dotyczy antysemityzmu i uznaje Radio Maryja za jedną z największych antysemickich rozgłośni w Europie.
Nawet Amerykanie zauważają dyskryminację kobiet w Polsce, a ja nie. Nie wiem czemu, może za mało się tym interesuję? Możliwe, ale z ciekawości zacząłem się pytać znajomym dziewczyną czy czuja sie dyskryminowane. Wszystkie odpowiadały, że nie. Dlaczego? Dlaczego kobiety mieszkające w rejonie Poznania mają inne odczucia niż mieszkanki reszty kraju? Może mają szczęście, może nie udało mi się trafić na “typową ” Polkę, a może Poznań jest rajem na Ziemi. Niestety nie mi to rozstrzygać.
Obecnie rynek wyszukiwarek jest zmonopolizowany przez firmy pochodzące z za oceanu. Prawie każdy używa flagowego produktu Google’i. W USA dużą popularnością cieszy się także wyszukiwarka Yahoo!, a 10% rynki jest w rękach Microsoftu. Nasze rodzime produkty jak netsprint nie są rozpromowane i mało polaków je zna. Zresztą w całej Europie jest podobnie. Ale Francja i Niemcy chcą to zmienić. Chcą, aby Europa też się liczyła na rynku wyszukiwarek i miała swobodny dostęp do tego typu narzędzi gdyby przydarzyło się to co dotknęło Indie i bliski wschód kilka miesięcy temu.
20 lipca 2007 roku Komisja Europejska zgodziła się na przekazanie przez Niemcy 120 milionów euro na rzecz projektu Theseus. Ma być to wyszukiwarka internetowa wykorzystująca technologie semantyczne.
Zadaniem tych technologi jest identyfikacja znaczenia zawartości i przyporządkowania ich do właściwego kontekstu. Ma to na celu zrozumienie przez komputer naszych przekazów: tekstu, obrazu i dźwięku. Dzięki temu wyszukiwarka będzie trafniej podawała nam wyniki.
Kolejnym Europejskim projektem to Quaero (łac. szukam). Został on zaproponowany przez rząd francuski. Jest to także wyszukiwarka semantyczna, której stworzenie ma kosztować 199 milionów euro. Połowę tej ceny zobligował się zapłacić pomysłodawca. Pracę nad “szukam” prowadzone są przez 23 europejskie firmy takie jak francuski Thomson, Siemens AG, SAP i Deutsche Thomson. Trzy ostatnie firmy biorą także udział w projekcie Theseus.
Yahoo! za to już w najbliższym czasie ma zamiar zmodernizować swoją platformę Open Search o najważniejsze standardy sieci semantycznej. Może to pomóc w odbudowaniu swojej pozycji, którą koncern stracił na rzecz Google.
Jak widać Europejczycy nie gęsi, swoje wyszukiwarki chcą mieć. A gdy już je będą mili, to pozycja Google na rynki światowym będzie zagrożona.










